Nie te złe. Nie te, które „nie wyszły”. Tylko te, które zostały odłożone na później. Bo:
„to jeszcze nie ten moment”
„musimy to lepiej przeanalizować”
„wrócimy do tego po kwartale”
Na początku brzmi rozsądnie, prawda? A potem mija kolejny kwartał i nagle okazuje się, że:
- rynek już poszedł dalej
- konkurencja zrobiła pierwszy ruch
- okno okazji… po prostu się zamknęło
Brak decyzji też jest decyzją. Tylko zwykle najdroższą. Z mojego doświadczenia wynika, że odkładanie decyzji rzadko wynika z braku danych, a częściej ze strachu przed konsekwencjami czy potrzeby „100% pewności”, która w biznesie… nie istnieje. Powyższa tendencja nie dotyczy tylko firm. Dokładnie tak samo działa to w życiu:
- odkładamy zmianę pracy
- odkładamy trudną rozmowę
- odkładamy decyzję o założeniu rodziny
Bo liczymy, że „za chwilę będzie łatwiej”.
SPOILER: nie będzie.
Z czasem koszt rośnie. Tylko że nie widać go w Excelu. Jest to to koszt:
- utraconych szans
- energii zużytej na myślenie „czy już?”
- – i tej cichej frustracji, że stoimy w miejscu
Paradoks polega na tym, że:
👉 większość złych decyzji da się naprawić
👉 większość braku decyzji… już nie
Dlatego coraz częściej myślę, że przewagą w biznesie nie jest „nie mylić się”. Tylko:
✔️ podejmować decyzje szybciej niż inni
✔️ akceptować, że część z nich będzie niedoskonała
✔️ i umieć korygować kurs w trakcie
Bo ruch daje opcje. Brak ruchu je zabiera.